Ja wiem, że nie może zawsze być dobrze, ale... Smutno mi. Przeczekuję. Jeszcze tylko jutro i we wtorek rano jedziemy. A na razie jest jak jest, czyli tak sobie. Trudno.

♫ Raisa...

A. /amber/
31 sierpnia 2008, 18:39


•••


Włączył mi się kurwajapierdolizm i na wszelki wypadek staram się odzywać w domu jak najmniej. Bo jak już się odzywam to warczę. Albo coś mi się wypsnie. Gryzę się wtedy w język dość boleśnie i staram się przypomnieć sobie, że to przecież nie mój problem, nie moja decyzja i jej konsekwencje. A zatem spokojnie, bez nerwów, na ch.. ci jeszcze wrzody. I tak w kółko. Niby wiem, co jest czarne, a co białe, ale tylko teoretycznie. Zastanawiam się, co bym zrobiła w takiej sytuacji, ale mam tę cholerną pewność, że dwóch takich samych nie ma i moja jest lepsza jakby coś (nie pytaj jakby co właściwie). Jestem jak chodząca bomba z opóźnionym zapłonem, gromadzą się we mnie negatywne emocje i w końcu wybuchnę. A na razie mogę jedynie nie wtrącać się i ewentualnie pomodlić, żeby się NIE udało. Tyle na ten temat.

Jakby drgnęły przygotowania do naszego ostatniego wielkiego wyjazdu. Coś tam sobie czytam, przeglądam mapy, planuję trasy (które i tak ostatecznie wybierze M, ale jaka to przyjemność!) i zastanawiam się, czy na pewno dam radę. Bo chociaż basen, ścianka i podobno dobra forma, chociaż M twierdzi, że było dobrze i dalej będzie dobrze, to jednak tak do końca nie wiem, jak zachowa się moje serce. Bo to nie dwa-trzy dni, tylko tydzień albo trochę dłużej, już nie dwie godziny na szczyt tylko sześć i całodniowe marsze od schroniska do schroniska - zamiast opierdzielania się, godzinnych przerw i wysypiania się do dziesiątej... Ale jeśli to się uda, jeśli przejdę te wszystkie trasy... Aż boję się kończyć myśli.

Przede mną jeszcze kilka nerwowych dni. Właściwie nie dzieje się nic, a jednak nie mam czasu dla siebie. Za późno wstaję, babram się z gotowaniem obiadu, odwiedzam babcię i tracę resztki nerwów na tłumaczenie, że nie zjem drugiego śniadania nie dlatego, że się odchudzam, tylko po prostu nie chcę napychać się na siłę, żeby komuś zrobić przyjemność. Sytuacja jest patowa, bo z domu bez śniadania nie wyjdę, tak mam. Pozostaje mi uparte odmawianie... Jak sobie pomyślę, że za rok miałabym się tam wprowadzić, bo ktoś tego ode mnie oczekuje, to robi mi się słabo. Chwilowo czepiam się myśli, że przez rok jeszcze dużo się może zdarzyć. Na przykład coś, co nie zmusi mnie do tego, że po prostu ucieknę i nie wrócę, albo będę musiała odmówić wprost. Na razie mam tylko te dwa wyjścia...

Chciałabym jutro nie zignorować budzika, wypić o ósmej dobrą kawę i zacząć dzień inaczej. Najlepiej tak, żebym mogła wieczorem powiedzieć sobie, że zrobiłam wszystko to, co zaplanowałam i nie zostawiłam niczego na jutro. Chciałabym, żeby M zadzwonił zanim pójdzie do pracy i zdecydował się na konkretną datę wyjazdu i konkretne miejsce spotkania. Naprawdę bardzo chciałabym to jutro wiedzieć. Tak po prostu, żeby coś było jasne, pewne, przypieczętowane. I jeszcze chciałabym, żeby mój-nie-mój największy problem "jakoś" sam się rozwiązał. Bo nie jestem pewna, czy przypadkiem nie skłamałam, gdy mówiłam, że dalej będzie tak samo.

A. /amber/
27 sierpnia 2008, 22:52


•••


Trochę dziwnie jest, bo to początek weekendu, który spędzę w domu. Już prawie zapomniałam, jak to wygląda... Nie ukrywam, że wolałabym gdzieś znów wyjechać, nawet nie z M, choćby tylko tak po prostu. Męczę się tutaj jak nigdy wcześniej i wciąż zastanawiam się nad jednym - czy będę potrafiła przeprowadzić swój plan. Jest jeszcze dużo czasu, ale... A w ogóle to nie czas jeszcze na roztrząsanie tego tematu...

Wesele było. Nie moje, więc nie ma co okazywać zbytniego entuzjazmu zwłaszcza, że nie złapałam żadnego welonu. Niemniej jednak było przyjemnie, choć lepiej wspominam wyprawy z psem do lasu i przesiadywanie wieczorem w salonie z rodzicami M, niż pochłanianie weselnego menu w jadalni trzygwiazdkowego hotelu w górach, picie wódki i tańce. Po powrocie w domu spędziłam zaledwie dwa dni i już mnie nie było. Wyprawy w góry to coś, co M uwielbia, a ja najwyraźniej uwielbiam mu towarzyszyć. Najpierw w pociągu lub autobusie przepakowujemy wszystkie rzeczy do jego plecaka (co mu nie przeszkadza biegać po górkach w tę i z powrotem), a potem wędrujemy od jednego schroniska do drugiego, robimy setki zdjęć (to znaczy M robi, podczas gdy ja staram się iść tak jak mi kazał - wciąż równym krokiem - i udaję, że mniej się dzięki temu męczę), a czasem urządzamy dzikie awantury. Według M wcale nie są aż takie dzikie (podobno jeszcze nawet nie słyszałam jak krzyczy), w każdym razie pomagają nam wyjaśnić pewne rzeczy. Zapytasz pewnie, dlaczego nie dyskutujemy w bardziej cywilizowany sposób. Otóż czasem po prostu się nie da. Ale w końcu się nauczymy...

Ciągle uczę się czegoś nowego. Głównie o nim, ale też o sobie. Przy M uaktywnia się mój odziedziczony po ojcu (jak twierdzi mama) ośli upór, co w połączeniu z uporem mojego faceta daje mieszankę wybuchową. Do tej pory myślałam, że jestem raczej łagodna i ustępliwa... Wychodzi też na to, że jestem obrzydliwie leniwa. Bo najpierw jęczę, że coś mnie boli, udaję, że jestem zmęczona i nie mogę iść dalej, a potem M wjeżdża mi na ambicję, zaciskam zęby i jednak idę. A wieczorem okazuje się, że to nie ja jestem zmęczona i to nie ja mam otarte stopy, chociaż przeszliśmy dokładnie tę samą trasę... Ale dowiedziałam się o sobie jeszcze czegoś. Przekonałam się, że wciąż potrafię komuś zaufać tak bezgranicznie. Potrafię zaufać M. I to nie tylko wtedy, gdy trzyma mnie za rękę, gdy przechodzę wzdłuż urwiska z zamkniętymi oczami (bo lęk wysokości), ale także wtedy, gdy opowiadam mu o rzeczach, o których wiedzą tylko moje przyjaciółki lub częściej nawet nie wie nikt. Jakiś czas temu byłam pewna, że już nigdy się na to nie zdobędę. A jednak jest właśnie tak i dobrze mi z tym jak nigdy przedtem. Mogłoby tak już zostać.

A. /amber/
22 sierpnia 2008, 22:57


•••




Przeszłość

2008 . 08 . 07 . 06 . 05 . 04 . 03 . 02 . 01
2007 . 12 . 11 . 10 . 09 . 08 . 07 . 06 . 05 . 04 . 03 . 02 . 01
2006 . 12 . 11 . 10 . 09 . 08 . 07 . 06 . 05 . 04 . 03 . 02 . 01
2005 . 12 . 11 . 10 . 09 . 08 . 07 . 06 . 05 . 04 . 03 . 02 . 01
2004 . 12 . 11 . 10 . 09 . 08 . 07 . 06 . 05 . 04 . 03 . 02 . 01



Sznurki

- Ag. -- Asia -- Cud -- Do. -- Jola -- Ka. -- Lu -- Piotr -- Szept -


Content by amber | Powered by ownlog.com


Layout Info: - Design and Pic by Michelle | © DesignBox.com.pl -
All Rights Reserved.